poniedziałek, 17 marca 2014
wywiadówka
przed wywiadówką wstępuję do księgarni i przeglądam nowości z poezją,
obfitość dzieł poetów, poetek niewiele, do stolika zabieram dziesięć cieniutkich
jak liście tomików, już wiem, że nie zdążę, ale co tam, tylko kwadrans, góra dwa,
tak rzadko bywam teraz w mieście, w pamięci zostają mi wiersze
młodego krakowianina portretujące dziewczyny i kobiety, z którymi obcował,
po drodze wpadam jeszcze do baru wege na małe co nie co,
o dziwo znajduję wolny stolik, zupa dnia się skończyła, jaka,
ekspedientka za kasą nie wie, sprzedawała ją cały dzień ale niezbyt uważnie,
proszę kelnerkę o szybkie podanie zamówionej porcji cieciorki ze szpinakiem,
bo za pięć minut zaczyna się zebranie, i ze spokojem sprawdzam ulubione strony
na oldskulowym smartfonie, liczę, że spotkanie z nauczycielką nie rozpocznie się
punktualnie, albo przed nim odbędzie się pogadanka psychologa na temat uzależnień
lub innych zagrożeń czyhających na młodzież, czas to rzecz względna,
pojawia się gdy go potrzebujesz, wpadam do szkoły, lekki nieład we włosach,
wargi zdążyłam przejechać raz szminką, szatniarka uśmiechem, a może to woźna,
wita mnie jak starą znajomą i wręcza klucz do sali nr 26, gdzie podobno czeka
już sporo rodziców, bo wychowawca zajęty na innym posiedzeniu,
pod drzwiami faktycznie stoi garstka dorosłych, dziwię, że tak mało,
ale powoli się schodzą, dosiada się do mnie matka przyjaciela mojego syna,
i od niej dowiaduję się, że zebranie było zaplanowane trzydzieści minut później,
o czym mój Jedyny nie raczył poinformować, czy powinnam być oburzona
czy raczej zirytowana, zastanawiam się, jak zwykle monolog na temat słabych wyników
w nauce, dzieci się nie uczą, nie chcę generalizować, ale klasa równoległa ma lepsze
oceny i inne podejście do nauki w ogóle, nie uważają na lekcji, gadają, używają komórek,
nie mam siły zabierać im telefonów, przecież oni są już prawie dorośli, a co z wycieczką
do oświęcimia odzywa się jakaś matka z tyłu z czarnymi włosami w okularach,
właśnie, jesteśmy ciekawi, bo chcemy, odzywają się głosy z trzech ostatnich ławek,
żeby nasze dzieci tam pojechały, to nie jest rozrywka, to ciężka wycieczka,
ale trzeba ich traktować poważnie, nauczycielka wykręca się, że wyjazd nie jest
w programie, można zorganizować ale tylko w sobotę, tak zdecydował dyrektor,
i chwała bogu myślę sobie, jaka mądra decyzja, to jedno pokolenie nie odwiedzi muzeum
auschwitz, obca mu będzie indoktrynacja ideą wojny, totalitaryzmu, zagłady.