sobota, 8 marca 2014

obowiązek


Nie ma drugiego obowiązku, który byśmy tak bardzo lekceważyli,
jak obowiązek bycia szczęśliwym.
Robert Louis Stevenson


wypełniając swój nadrzędny życiowy obowiązek po przebudzeniu przez godzinę
czytałam w łóżku wiersze mistrza Miłosza na trąbach i na cytrze,
ćwiczyłam jogę, sesje jogi to najprostsze uszczęśliwienie ciała i duszy,
wysyłanie tej szczególnej cząstki siebie za góry, za czas,
spacerowałam pod żarzącym słońcem marca, czasami podbiegając,
to najlepsza rozgrzewka, konieczna gdy wychodzę z domu zbyt późno,
odwiedziłam ulubioną księgarnię, gdzie przy soku ze świeżych pomarańczy,
przeglądałam książki o szczęściu i jodze, zachowaniu formy, czyli jak wyglądać
dziesięć lat młodziej, oparłam się rozdętej pokusie - 25 procent taniej
na wszystkie książkowe pozycje, układałam odświętne kwiaty w wazonach,
żółte i różowe tulipany oraz róże, to najmilszy upominek tego dnia,
wysyłałam specjalne esemesy z życzeniami do wspaniałych kompanek,
i czytałam te otrzymane od nich, bardzo miłe, ale nie zginęłam w nadmiarze och i ach,
medytowałam - tylko pół godziny, ale zawsze, wspominałam wczorajszy
wieczór z namiętnością flamenco, ponoć najtrudniejszy taniec na świecie,
podziwiany w loży wraz z Panią M. i Panią E. i ambasadorem, jakie zioło
palił ten który tak się przedstawił nie wiem, bo imię ambasadora też zostało
okryte tajemnicą, zdumiałam się staniem na głowie Młodego, całkiem nieźle
opanował tę asanę w szkole na zajęciach wf, odnotowałam sobie cytat
przypisywany Dalajlamie - celem życia jest bycie szczęśliwym i użytecznym.