niedziela, 25 maja 2014

wir


wciągnęło mnie życie towarzyskie jak wir rzeki, płynę wartko z Panią A., która gości u mnie od tygodnia, wspólna joga, zakupy, odwiedziny w ulubionej księgarni, teatralny monodram, niedzielna wycieczka po Jurze, są jak powrót do przeszłości, w samochodzie słuchamy piosenek Stachury w wykonaniu Marka Gałązki, dzięki Pani A. dowiaduję się o losach szkolnych kolegów, o tych którzy odeszli, i o tym, który zmarł nagle w zeszłym roku, z klasy równoległej, z którym tańczyłam na komersie na zakończenie szkoły podstawowej, a dużo później mieszkał ulicę ode mnie, i nasze dzieci chodziły razem do gimnazjum, i grały w tym samym klubie szachowym, pamiętam jak przychodził na zebrania klasowe, nie tak dawno zabierał głos na temat szkolnego systemu oceniania, wykazując niedociągnięcia, jego żonę często spotykam rano spacerującą z psami, wita mnie bardzo ciepłym uśmiechem, nie domyślałam się niczego, śmierć przeszła tak blisko, tak niepostrzeżenie, żal mi dzieci, tych co zostają, nigdy nie dość gotowych na stratę, na zbyt wczesne odejście ukochanego rodzica, na ten niekończący się ból. zobacz jaka mgła mówi Pani A. wyglądając rano przez okno.