poniedziałek, 26 maja 2014

pomarańcza


Statek, który osiemdziesiąt trzy lata temu przywiózł
moją matkę na Ellis Island, nazywał się „Miłosierdzie”.
Matka pamięta, że próbowała jeść nieobranego
banana i że po raz pierwszy widziała pomarańczę
w rękach młodego szkockiego marynarza,
który dał jej kawałek, wytarł jej usta
czerwoną chustą i nauczył ją słowa „pomarańcza”,
powtarzając je cierpliwie kilka razy.

Miłosierdzie Philip Levine


bilet na pociąg, który sześćdziesiąt osiem lat temu przywiózł
moją mamę, był początkowo wystawiony do Szczecina.
za namową znajomych miejsce repatriacji zamieniono na B.
nie zajęły dużego poniemieckiego mieszkania, choć mogły,
wolały pokój z kuchnią na drugim piętrze przy rynku 26.
na pierwszym świadectwie z polskiego dostała trójkę,
to dlatego że w czasie wojny uczyła się tylko litewskiego i rosyjskiego,
wyjaśnia i pokazuje elementarz w dziwnym języku,
Wilno na długo było najważniejszym miejscem na świecie.
ukończyła studium aktorskie, ale zawód aktorki nie pasował do
porządnej dziewczyny, która nigdy nie sprzeciwia się matce
i całuje ją w dłoń. wróżbita przepowiedział jej długie życie,
odręcznie pisany horoskop na liniowanym papierze trzymała wśród
osobistych szpargałów. uczulona na świeże pomidory,
zajadała się pomidorową zupą. nie wiem czy lubiła pomarańcze.
chcę wierzyć, że tak.