sobota, 7 czerwca 2014
twierdza
dom zamienił się w twierdzę nie do zdobycia za sprawą zawieszonych w uchylnych oknach drobnych jak pończocha moskitier. na oścież mogę otworzyć tylko okna balkonowe i drzwi wejściowe. a jednak nie wiedzieć skąd pojawiły się dwa długonogie pająki w łazience niebieskiej i jeden dorodny mol w kuchni, które zmuszona byłam uznać za intruzów i jako takich za wtargnięcie na mój teren ukarać. obstawiam, że wchodzą przez kratki wentylacyjne.
wstręt do robaków mam odkąd pamiętam. z tych wielokończynowych stworzeń najbardziej nie znoszę pająków. kiedyś ich widok paraliżował mnie i wywoływał histerię. w zależności od sytuacji, i tego czy byłam w domu sama czy w towarzystwie, wrzeszczałam lub zamierałam z przerażenia. jedynym wybawieniem był odkurzacz na podorędziu. włączałam i zasysałam delikwenta w głąb czeluści worka. tak napełniony sprzęt domowy lądował na długie dni na balkonie.
wobec insektów byłam bezradna i roztrzęsiona. wracam do najdawniejszych wspomnień, by znaleźć to pierwotne wydarzenie, od którego zaczął się ten paniczny strach. i przypominam sobie widok pajęczyny rozciągniętej na wejściu do mieszkania pod nami, na samym jej środku siedział pająk, z wyraźnie naznaczonym wzorem krzyża na odwłoku, wyglądał jak ozdobiony w monarsze szaty król na tronie. odraza to za małe słowo, żeby określić co wtedy czułam, musiałam przejść koło pajęczyny, żeby dostać się na szóste piętro, na którym mieszkałam, oko w oko z trucicielem, nieomal ramię w ramię. później przeczytałam, że krzyżak podobnie jak wszyscy przedstawiciele rzędu pająków jest jadowity, jednak niegroźny dla człowieka.