poniedziałek, 9 czerwca 2014

upał


skoki temperatury są przedziwne, prawie jak na afrykańskiej pustyni, w piątkowy wieczór omal nie zamarzłam w restauracyjnym ogródku nad jeziorem sącząc z Panią E. piwo bezalkoholowe, ubrana w dżinsy i podkoszulek, a w sobotnią noc w plenerze, na koncercie zespołu modnego w czasach mojej młodości, nogi, bose w cieniutkich jak listek czarnych balerinach, tak mi przemarzły, że opuściliśmy imprezę w trakcie, i w drodze powrotnej, musiałam włączyć ogrzewanie w samochodzie i skierować gorący nawiew na stopy, bo kto wie czy ten letni wypad nie skończyłby się odmrożeniem, na szczęście odtajałam nim wróciłam do domu, za to wczoraj na górskim szlaku upał niewyobrażalny i dziś też od rana, więc ratunek jedynie we włączonej klimatyzacji.