czwartek, 17 lipca 2014
dziwność
dziwnie się czuję bez nich.
nie gonię, nie pędzę, zakupy minimalne robię, nie więcej niż kilo pomidorów i śliwek, dwie kalarepki (liście do szejkowych fantazji), a chleb razowy kupuję najmniejszy, albo taki z samych ziaren bez mąki, jeszcze mniejszy, siatkę mogę sama unieść, nie muszę prosić o pomoc, bo kogo miałabym prosić, dziwnie się czuję bez nich, nie dzwonią i sama nie dzwonię, bo Młody mi napisał, że wszystko ok, ale nie może rozmawiać, bo chyba ma roaming, i cały czas coś robimy, a Młoda w ostatniej rozmowie oświadczyła, że wracają w niedzielę po obiedzie, więc jak nie wrócą do czwartej to mogę zadzwonić, ale nie wcześniej, więc trwam w tym stanie niedzwonienia i niegonienia i dziwnie się czuję, o wpół do dwunastej w nocy nikt nie wpada do pokoju i nie wyciąga się na łóżku, żeby opowiedzieć mi o planach na jutro, woreczek bobu wystarcza na dwa dni, podobnie jak arbuz, nikt nie wyraża podziwu dla moich ostatnich nabytków z działu przecen w haiemie: piżamki w granatowe prążki i szala w kolorach brzoskwini i fiołków, w przedpokoju nie piętrzy się stos butów, można przejść cały i nie jest to tor z przeszkodami, dziwnie się czuję bez nich, właśnie odebrałam telefon z wystawy sztuki, dotarły nowe obrazy artysty z Tanzanii, który mnie zainteresował, na pewno Młoda chciałaby je zobaczyć, oprócz tego czytam Paulę Allende, książkę o odchodzeniu i utracie, dziwnie się czuję bez nich.