sobota, 26 lipca 2014

gumka


gumkę do włosów, którą przed zaśnięciem miałam na głowie, rano znalazłam na przegubie prawej ręki, w miejscu w którym zwykle ją zakładam, gdy ćwiczę asany odwrócone. skomponowałam nowego szejka z połowy pęku zielonej pietruszki, dwóch bananów, trzech jabłek i garści siemienia lnianego, bez nasion lnu nie wyobrażam sobie już żadnego napoju. południowa praktyka jogi z lżejszym ciałem zdecydowanie inna, z uwagi na nieregularność, niestety nie łatwiejsza, nauczyciel jogi skulił się jak stary ptak, mówią że rozstał się z dziewczyną, małolatą, i że to przejaw bezradności i przygnębienia po stracie. w ulubionej księgarni piłam sok z pomarańczy nad książką Osho, przeczytałam fragment o snach i o Vipassanie, która dla Osho oznacza obserwację oddechu, jak pisze, czy raczej jak mówi (bo sam Osho książek nie pisał, spisywali je z taśm jego uczniowie i tłumaczyli na angielski), po 48 minutach nieprzerwanej obserwacji oddechu osiągniesz oświecenie. snów Osho rozróżnia pięć rodzajów, z czego jeden stanowią te sny, które przenoszą nas przeszłość, do poprzednich wcieleń, a drugi w przyszłość. kupiłam osiem talerzy ręcznie malowanych, płaskich i głębokich, ozdobionych rysunkami, które wyglądają jak ilustracje z bajek, każdy jest inny, wspólny motyw, który pojawia się na wszystkich to: motyle, ważki, kwiaty, poziomki, mam coś na wzór pewności, że z takich talerzy mogło jadać siedmiu krasnoludków i królewna Śnieżka w swojej bajce. wieczorem gotowane brokuły z kalafiorem, cebulą, czosnkiem oraz niewielką ilością makaronu, kieliszek imieninowego wina, i arcydzieło filmowe Carlosa Saury Nakarmić kruki, o wspomnieniach z dzieciństwa ciężkich jak najcięższe sztangi, z doskonałą Aną Torrent.