poniedziałek, 21 lipca 2014

holender


W skwarne, białe południe wśród rumowisk wąż
Niech grzeje się na liściach podbiału i w ciszy
Lśniącym kręgiem owija niepotrzebne złoto.
Nie wrócę. Ja chcę wiedzieć, co zostaje
Po odrzuceniu wiosny i młodości,
Po odrzuceniu karminowych ust,
Z których w noc parną płynie
Fala gorąca.

Czesław Miłosz, Pożegnanie, fragment


Młodzi łapią szczęśliwe chwile gorącego lata. ja zrzucam ciężar, którym przygniotła mnie pryncypałka. Pan W. walczy z gorączką i bólem gardła. na skwerku podchodzi do mnie staruszek z pieskiem. jak ma na imię - pytam. Pulpit - odpowiada. psa podobnego do małego teriera z pyskiem pekińczyka przywiozła synowa z Holandii. ma 8 lat, a jego pan 88. żona pana, o czym wkrótce też się dowiaduję, ma 84 lata i są już 64 lata po ślubie. ani ona nie żałuje, ani ja. - mówi jakby do siebie. ślub brał w mundurze w 49 roku, do tego miasta przyjechał w 50 i tu się osiedlił. mówi że jego siedmioletni wnuczek był w Paryżu na wieży Eiffla, a on nie był w żadnym dużym mieście, ani za granicą. a skąd pani pochodzi? pyta. urodziłam się tutaj. ale moi rodzice - przyjezdni.- odpowiadam. - skąd? dopytuje, z nadzieją w głosie, że spotkał krajana. - z Wilna i Krakowa. - a ja jestem z Sanoka, a żona z Krosna. zachęcany do przebieżki Pulpit daje w długą i znika w zaroślach. wracam do lektury. starszy pan rozpoczyna poszukiwania zwierzaka. drepcze w trawach. widzę jego zrozpaczony wzrok. po chwili i ja szukam holenderskiego czworonoga. zauważam go na placu zabaw, gdzie stoi niepewnie wypatrując pana. podbiegam, chwytam za obrożę i przyprowadzam właścicielowi - dobrze że się znalazł, bo by mi się w domu dostało.- skwitował na pożegnanie.