sobota, 2 sierpnia 2014

północ


zbliża się północ.

kwiaciarki pod kolorowymi parasolami, on jak za dnia wybiera róże, które za chwilę jej wręczy, i które wydadzą się jej symbolem wiecznej miłości, zapamięta kolory płatków do końca życia, i tę chwilę wręczania, w środku nocy na ulicy wielkiego miasta, pewnie nawet nie czuje zapachu alkoholu unoszącego się w powietrzu i nie widzi roju młodych mężczyzn z butelkami w dłoniach i w wypchanych puszkami piwa marynarkach, ani tego drobnego nastolatka, który leży nieruchomo na ławce, co rękę podłożył pod głowę jak poduszkę, śpi porzucony przez towarzystwo, przypomina mi dwudziestoletniego studenta, który kilka dni temu zażył jakieś dopalacze i w ciągu 48 godzin mimo usilnych zabiegów medycznych zmarł, też leżał na ulicy gdy go znaleziono, niedaleko stąd, lekarz mówił, że nie dało się go uratować, bo w środku nie było nic do ratowania, koledzy zarzekali się, że specyfik brał po raz pierwszy, oni sami nie brali, ale pewnie wiedzieli skąd miał, a może sami mu podsunęli tę nowość do testowania, zastanawiam się kto rozprowadzał i produkował te śmiercionośne mieszanki i czy już wie o tej potwornej śmierci, czy czuje ciężar winy, czy problem wypiera, i dalej handluje nie zważając na szepty sumienia.

wychodzę poza centrum, czuję jak ulice opanowuje ciemny spokój, gasną światła, domy drzemią.