czwartek, 18 września 2014

biblioteka


odwiedzam osiedlową bibliotekę.

przechodzę wzdłuż przepełnionych regałów, jak zawsze kierując się najpierw do półek z nowościami. wdycham przykry zapach starych tomów, i wyobrażam sobie jak będzie wyglądać biblioteka przyszłości z księgozbiorem wyświetlanym na ścianach. książki ułożone na półkach podobnych do tych tradycyjnych, unosiłyby się życzeniem czytelnika na wysokość jego wzroku. tomy materializowałyby się po dotknięciu ręką.

nie lubię starych książek, więc z nowoczesnej biblioteki usunęłabym wszystkie poplamione i zakurzone, o zniszczonych grzbietach, klejone, w których papier z białego zmienił się w kolor makulatury. postawiłabym na jakość treści i pozbyłabym się wszystkich kryminałów, tanich sensacji, szmatławców, romansideł, wojennych reportaży, pesymistycznych wynurzeń i krwawych relacji, dzienników zimnych i dołujących, żałosnych bzdur, płaskich, smętnych i niepotrzebnych. celem tego miejsca byłoby zgromadzenie mniejszej ilości książek, ale bardziej wartościowych. czytelnikom łatwiej byłoby dokonać wyboru lektury. w tradycyjnej bibliotece mam z tym stale kłopot. czas biegnie jak z bicza strzelił. w końcu dwa tomiki Seamusa Heaney’a wymieniam na niewdzięczną pamięć Bernlefa oraz Droga do Ashramu Antologia poezji kontrkulturowej (w ciągu szesnastu lat od daty wydania, książkę wypożyczano cztery razy, ja jestem jej piątym czytelnikiem) oraz ostatnie wiersze Josifa Brodskiego w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka (tu lepiej, bo to w końcu noblista, książka szesnastoletnia a jestem jej dziesiątym czytelnikiem). w słońcu zaczynam czytać tę pierwszą. po kilku linijkach z przyjemnością stwierdzam, że jest dobrze napisana.