środa, 17 września 2014

karty


pół godziny na fotelu dentystycznym zdana na umiejętności nieznanego dentysty, jedno małe wypełnienie i zapowiedź dłuższego leczenia w listopadzie, w drodze do pizzerii wstępuję do sieciowej księgarni po kartę ślubną, na kilku półkach rozmaitość wzorów i formatów, moją uwagę przykuwają te na kremowym papierze, najpiękniejsze wydają mi się te najbardziej ascetyczne, bez zbędnych ozdóbek i przekazów (złączonych obrączek lub serc), niestety najbardziej minimalistyczne nie mają napisu dla młodej pary w dniu ślubu, który uważam za nieodzowny, bo roztacza tak wielki czar, że narzeczonym od jednego spojrzenia kręcą się łzy w oczach, kupuję dwie kartki, jedną dla pary młodej, drugą dla Pana W., i wpisuję jubileuszową dedykację, degustacja pizzy najlepszej w mieście, która może z powodzeniem konkurować z tą we Włoszech, w lokalu gdzie wieczorem trudno znaleźć wolny stolik, i konieczna jest rezerwacja, a po południu na nią nie można liczyć, bo w godzinach największego ruchu personel odmawia rezerwowania, zamawiam pizzę z gruszkami i serem pecorino, i wkrótce żałuję, że nie wzięłam tej z pastą truflową, gorgonzolą, rukolą oraz czosnkiem, którą podjadam od Młodej.

kartę Pan W. zostawia na stole. więc ta śliczna kelnerka, która nas obsługiwała pozna powód naszego wyjścia.