czwartek, 11 września 2014

forma



Jesień, stary woźnica, sikający
pod wiatr
i paru szczęściarzy
w rozpylonej mgle
w pyle wodnym
omdlewa, rozkładając ręce.
Jesień, te jej formy wyrazu, kiedy piszczałki
niebieskich organów opadają
i wody fałdują się w lodowe pnie.
Chciałabym nie żyć, zatonąć,
osunąwszy się na dno kieszeni.
Jesień, te jej formy wyrazu:
że nawet głazy mogą oszaleć,
wody opadać, wzdłuż brzegów ramienia.


Sirkka Turkka, w tłumaczeniu Andrzeja Zawady



czytam Krótką historię czasu Stephen Hawkinga, dla równowagi po trzech tomach intymnych zapisków Adriana Mola z okresu dojrzewania, wypatruję zielonych szczytów drzew, w rozpylonej mgle najpospolitsze klony przy starej jarzębinie wyglądają jak para szczęściarzy, na pytanie o suknię odpowiednią na przyjęcie weselne, ekspedientki butików wpadają w panikę i podają mi bezkształtne worki w kolorze borsuczej sierści, zastanawiam się kto wymyślił tę zasadę, że kolor ecru zarezerwowany jest dla panny młodej, i rozmyślam, skoro wszechświat rozszerza się nieustannie wzdłuż brzegów nieba, to wybór eleganckich kreacji w sklepach też powinien.