piątek, 26 września 2014

parasol


pod parasolem w kwiatki - kobieta w średnim wieku, trzyma w dłoni zapalonego papierosa
pod brązową parasolką w drobny wzorek - kaczym krokiem tęga pani z czubem misternie ułożonych loków
pod parasolem w szkocką kratę - kobieta w skórzanej kurteczce, poranny chłód zmusza ją do schowania ręki w napoleońskiej pozie
pod czarnym parasolem - dziewczyna w szarych dżinsach przeciera zaspane oczy, albo poprawia soczewkę kontaktową
pod parasolem z przeźroczystego plastiku w niebieskie grochy - mężczyzna w zielonym dresie wyprowadza na smyczy pieska o śnieżnobiałej sierści
pod czarnymi parasolami - para młodych ludzi rozmawia z ożywieniem, ona w jasnym prochowcu, z opatrunkiem na lewym oku
pod granatową parasolką - młoda kobieta zadziera głowę, podskakuje przewieszony przez ramię laptop i czarna torebka
pod jaskrawofioletowym parasolem - ledwo widoczna kobieta po pięćdziesiątce, którą znam z widzenia, wypala ostatniego przed pracą papierosa
pod parasolką w kolorze mokrego piasku - zaskoczona rozmaitością deszczowego poranka - ja.



pierwsze od miesięcy naprawdę zimne dni i zasłyszana wiadomość, że w górach spadł śnieg, pierwsze założenie puchowego płaszczyka oraz grubych skarpetek i zarzucenie porannego jedzenia surowizny. dalej jem wiele surowych owoców i warzyw, ale dużo wcześniej sięgam po ciepły posiłek i razowy chleb. dziś trzy ruskie pierożki przypieczone na maśle z nasionami lnu zjadłam już o ósmej rano. to oczywiste pożegnanie lata i diety raw till four.