sobota, 18 października 2014
chałka
w każdą sobotę w osiedlowym sklepiku kupuję chałki z płatkami migdałowymi. dwie, trzy, cztery. tak od lat. jemy je zwykle w niedzielę na pierwsze śniadanie.
po lekturze Córki rabina, zauważam, że nieświadomie wypełniamy obrządek szabasowy. w kraju gdzie niedziela jest sobotą - w szabat na każdym żydowskim stole znaleźć się muszą dwie chałki. po rytualnym obmyciu rąk i błogosławieństwie: Bądź błogosławiony Panie, Boże nasz, Królu Wszechświata, który dajesz nam chleb z ziemi — ojciec rodziny podaje każdemu kawałek chałki obsypany solą. dwie chałki mają symbolizować podwójną porcję manny, jaką Bóg zsyłał Żydom podczas wędrówki przez pustynię, żeby nie musieli martwić się o posiłek w dniu odpoczynku.
jednak szabat to coś więcej niż dzień wolny od pracy. na szabat każdy pobożny Żyd otrzymuje dodatkową duszę, dzięki której zyskuje zdolność studiowania Tory z większą niż w dni powszednie wnikliwością i zrozumieniem. w święta zapomina się o wszystkich zwykłych niepokojach i troskach. nie wolno myśleć o sprawach przyziemnych, które odciągają ludzki umysł od prawdy o życiu i śmierci. człowiek znajduje się wtedy w innym wymiarze czasu. bliżej Boga i bliżej siebie samego. zatrzymuje się, by spotkać się ze swymi bliskimi i zostać oczyszczony.
będę o tym pamiętać gdy następnym razem sięgnę po słodką chałkę.