sobota, 11 października 2014
Stasiuk
odkryłam Stasiuka jak odkrywa się nowe księżyce wokół planety, w drugą sobotę października, tak ciepłą, że jeszcze po południu widziało się młodych w tiszertach i krótkich spodenkach, odkryłam Stasiuka w książce Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, przy stoliku w ulubionej księgarni, nad świeżym sokiem z pomarańczy, obok leżały juwenalia Wisławy Szymborskiej pt. Czarna piosenka wybrane mężowską ręką Adama Włodka, wiersze zebrane Barańczaka (choć w rzeczywistości od dawna kuszą mnie dzieła wszystkie Shakespeara w jego przekładzie), i Niebo istnieje naprawdę, o chłopczyku który odwiedził niebo, opatrzone recenzją Ewy Błaszczyk na okładce (dlatego po to niebo sięgnęłam). najpierw odkryłam pierwszą linijkę rozdziału Miałem piętnaście lat gdy..., który przeczytałam w całości, a potem kończące tom zwierzenie mam pięćdziesiąt dwa lata i mówię do was z głębi własnego życia, ten fragment zapisałam sobie zdjęciami w komórce, bo wydawał mi się tak poetycki jak najczystsza poezja i doskonały, w pewien sposób też mój własny, bo lubię słowa tak ułożone, linijka za linijką, czytałam i wrażenie wielkiego odkrycia wcale nie malało, a teraz myślę, że się nawet potęguje.