wtorek, 21 kwietnia 2015
protest
Przytupują do taktu niedźwiedzie
skacze lew przez płonące obręcze,
małpa w żółtej tunice na rowerze jedzie,
trzaska bat i kołysze oczy zwierząt,
słoń obnosi karafkę na słowie,
tańczą psy i ostrożnie kroki mierzą.
Wstydzę się bardzo, ja - człowiek.
Źle się bawiono tego dnia:
nie szczędzono hucznych oklasków,
chociaż ręka dłuższa o bat
cień rzucała ostry na piasku.
Wisława Szymborska
W poniedziałek rano chodnik wokół miejsca, w którym był rozstawiony namiot cyrkowy zeszłej jesieni, pokryły czerwone pieczęcie. Krwistą farbą napisano Cyrk bez zwierząt. Nad napisem wizerunek słonia z podniesioną trąbą. Co dziesięć metrów kolejny dramatyczny znak. Na słupie - nieduży plakat obwieszczający Trąbimy przeciw cyrkom. Na polanie zauważam dziś stojące dwa duże białe wozy, o nietypowych kształtach i rozmiarach, z obcymi tablicami rejestracyjnymi. To oznacza, że już wkrótce znowu rozbije się tutaj obóz cyrkowców i w niedługim czasie pojawią się cyrkowi akrobaci wraz z egzotycznymi zwierzętami.
Do cyrku nie chodzę. Tak jak nie chodzę do rzeźni i nie przyglądam się temu co dzieje się tam ze zwierzętami. Nigdy nie zaprowadziłam dzieci do cyrku. To mój osobisty protest. Na to co ludzie zgotowali swoim mniejszym braciom. Nie mogę patrzeć na wykorzystywanie zwierząt przez człowieka. Żal mi tych niewinnych bezbronnych stworzeń, które przez całe życie, zmuszane są do odgrywania upokarzających ról ku uciesze gawiedzi. Jak niewolnicy, albo niesłusznie skazani, którzy przez proceduralną pomyłkę znaleźli się w celi śmierci i nie mogą się z niej wydostać.
Wszystkich namawiam do rezygnacji z tej rozrywki. Trzeba nam chleba, nie igrzysk.