poniedziałek, 11 maja 2015

ląd


wróciłam
od kilkunastu godzin chodzę wyłącznie po stałym lądzie
nie wskakuję do vaporetto i nie zajmuję krzesełka na rufie, z którego roztacza się bajeczna panorama laguny
nie studiuję zawiłości tras miejskiej komunikacji wodnej
nie zwiedzam kolejnej wystawy w ramach 56tego biennale sztuki w Wenecji
nie wpadam przypadkiem na wernisaż (w ciągu dwóch dni byłam na czterech, oficjalne otwarcie biennale to 9 maja, ale już kilka dni wcześniej prawie wszystkie salony sztuki były otwarte dla zwiedzających)
nie robię zdjęcia nr 577
nie zachwycam się rzeźbami Plensy na żywo (jedną uwiecznioną cyfrowo mam na ekranie komórki)
nie łamię sobie języka mówiąc po włosku
nie piję primitivo
nie zanurzam się w morskiej toni
nie wygrzewam na mokrym piasku
nie jem pizzy na wynos
nie czytam książki Nadine Gordimer w nadmorskiej kawiarence
nie polewam dla ochłody nóg w leguanach wodą z ulicznych kranów (za to rozglądam się za sandałami minimalistycznymi i podziwiam azalię japońską, która rozkwitła niezwykłą czerwienią w czasie mojej nieobecności)