poniedziałek, 1 czerwca 2015

lattiera



dzień dziecka rozpoczęłam niezwyczajnie pijąc kawę z mlekiem w przeźroczystej filiżance.
cudem znalazłam na nią czas przed wyjściem do pracy.
jedną ręką zapiekałam w cynamonie jabłka z ryżem, drugą ubijałam mleko do kawy w lattierze.
za pomocą kilku ruchów tłoczka, zamieniłam ciepłe mleko we wspaniałą pianę.

właśnie lattierze zawdzięczam tę doskonałą kawę. to niewielkie naczynko ze stali nierdzewnej przywiozłam z Włoch (tam jest do kupienia w każdym supermarkecie). dawno nic mnie tak nie zadziwiło swoją prostotą i niezawodnością jak ono. mogę śmiało powiedzieć, że ten zakup jest dla mnie niczym ponadczasowe odkrycie. po pierwsze dlatego, że poznałam coś, co jest w powszechnym użyciu w kraju europejskim, o istnieniu czego nawet nie słyszałam, po drugie, to coś - tak ułatwiające domowe życie - nie wymaga użycia prądu ani zaawansowanej technologii. co nie jest takie zwyczajne w xxi wieku. poza tym, nic się w nim zepsuć nie może. jest nieskomplikowane w obsłudze i łatwe do mycia. razem z kawiarką ciśnieniową na kuchenkę gazową stanowią zestaw niezbędny w domu każdego miłośnika kawy, tworzący prawdziwie dwuelementowy ekspres do kawy.

resztki kawowej pianki zlizuję z filiżanki (to najprzyjemniejsza chwila)
i wybiegam do biura.