sobota, 18 lipca 2015
banieczka
Oglądam w internecie kampanię społeczną Dopalacze ryją banię, i odkrywam nieznany mi język młodzieżowy. Pierwszy raz natknęłam się na sformułowania: tripowaliśmy, wrzucić do klasera (kolekcjonować), mieć haluny, czy rycie bani. Czytam wyjaśnienia językoznawców tych młodzieżowych sformułowań, i dziwię się, że można mieć zrytą banię, w pozytywnym znaczeniu, a nawet banieczkę.
Sprawdzam skutki gradobicia na balkonie, i z satysfakcją stwierdzam, że żadna roślina nie ucierpiała. Wygląda na to, że po kolejnej wichurze, moje świerki czują się lepiej i są bardziej zielone. Piszę propozycje zmian, które uważam za niezbędne do przeprowadzenia w mojej dzielnicy, tych architektonicznych i artystyczno-kulturalnych wyszło prawie półtorej strony (może powinnam się streszczać?). Prawie cały dzień żywię się arbuzem z lodówki. Ten najsłodszy po uderzeniu ręką wydaje dźwięk klaskania Jeśli nie brzmi jak dłonie/ klaszczące na weselu, nie jest twój.* Może powinnam oprócz ławeczek grających muzykę poważną, zaproponować jeszcze zorganizowanie święta arbuza?
Mój bank potwierdził otrzymanie pieniędzy tytułem zwrotu sandałów minimalistycznych. Jak obiecałam odnotowuję ten fakt na blogu. Za szybkość reakcji (trzy dni od daty otrzymania przesyłki) oraz handlową rzetelność polecam tego producenta. Trzeba jednak pamiętać decydując się na zakup obuwia w cyberprzestrzeni, że trudno dopasować stopę do zaproponowanej rozmiarówki, a zwrot obuwia wiąże się z dodatkowym kosztem. Mam nadzieję, że wkrótce na jakichś targach uda mi się przymierzyć te buty i wybrać właściwy dla siebie model, tak żebym mogła cieszyć się także latem chodzeniem prawie na bosaka.
*Khaled Mattawa, Opowieści arbuzowe