sobota, 25 lipca 2015

lody



Wybiegamy spóźnieni na warsztaty kulinarne. Przed drzwiami spotykam sąsiadkę (zza ściany), która prowadzi rodzinną cukiernię. Chwalę jej lody, które stały się słynne tego lata. Z racji chwytliwej nazwy wykorzystującej skróconą, młodzieżową formę nazwy wielkiego miasta. W jednej chwili obdarowuje mnie tymi popularnymi lodami na patyku, bo tak rzadko się widujemy - mówi. Przeźroczysty celofan podpisany ręcznie. Etykieta informuje: 100% natural, hand-made, fruity, data do spożycia do końca września 2015. Najbardziej smakują mi truskawkowe. Są doskonałe, na głowę biją wszystkie komercyjne lody.

Warsztaty prowadzi para muzyków polsko-fińska, ona gra na wiolonczeli, on na gitarze. Pieczemy otwarte pierożki karjalanpiirakat z trzech rodzajów mąki, wypełnione masą ryżową. Po upieczeniu smarujemy je masłem (nie obejdzie się bez niego żadna fińska potrawa) i dodajemy pastę jajeczną (posiekane na twardo jaja z dodatkiem masła). Na deser – pieczemy jabłka z czerwonymi porzeczkami (w podłużnej foremce) posypane płatkami owsianymi z masłem. Podaje się je z lodami śmietankowymi lub waniliowymi. Pycha.

Przy okazji dowiadujemy się, jak to zwykle od autochtonów, wielu ciekawych rzeczy o Finlandii. Nie ma tam rodzajników on i ona, więc w rozmowie nie wiadomo o kim mowa, tym bardziej, że imię nie wskazuje płci. Największą ciekawostką jest to, że rodzice nadają nowo narodzonemu dziecku nowe imię. Ambicją każdego ojca i matki jest wymyślenie czegoś absolutnie unikalnego. Dlatego na początku roku szkolnego nauczycielka dostając listę uczniów, nie wie który z nich jest chłopcem, a który dziewczynką.