środa, 1 lipca 2015
świętoszek
Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być. Charles Bukowski
zwiedzam z Panią E. nowo otwarte muzeum. wjeżdżamy na wieżę widokową, z której rozlega się przejmująca panorama wielkiego miasta, a ja jak zwykle boję się wysokości, i za jej plecami chowam się, na szczęście pracownik muzeum wyczuwając moje lęki, zagaduje i sypie anegdotkami, dzięki czemu nie zbiegam z przerażeniem schodami w dół, a nawet udaje mi się zrobić selfie z wieżowcami w tle. w samym muzeum zachwyca architektura - surowość, prostota, przestrzeń w liniach prostych. wchodzimy wgłąb coraz niżej i niżej. na minus dwa - kolekcja sztuki, i jak zwykle najbardziej podobają mi się obrazy malowane radością i kolorem, czyli malarstwo naiwne Sówka, Ociepka, Wróbel (brakuje tylko sikorki - powie Młody w komentarzu do mojej relacji, a przecież Sikorka ze mną była!), i linoryty Nowaka. polska sztuka współczesna do mnie nie przemawia, dopóki szara i bura, dopóki depresyjna. kobieta zwiedzająca tę część wystawy z kilkuletnim synem wychodzi nie kryjąc niechęci - niektórej sztuki nie można brać poważnie. - mówi do dziecka. po powrocie w domu, oglądam z Synem Świętoszka teatru telewizji, z doborową obsadą - Łomnicki, Łukaszewicz, Seweryn, Szykulska i Seniuk. wszyscy aktorzy nieprawdopodobnie młodzi i tacy perfekcyjni w warsztacie aktorskim, że przedstawienie, choć stare i czarno-białe, faktycznie zainteresowało Młodego i przemówiło pięknem języka i opisywanej historii. przed zaśnięciem czytam cudo - ogromne tomisko wierszy w przekładzie Miłosza, które Poeta sam wybrał i opatrzył komentarzem. czy ja już o tym gdzieś wspomniałam, że Miłosz jest moim ukochanym poetą, twórcą, i jedynym mentorem?