piątek, 21 sierpnia 2015

7



siódmy dzień diety.
nie jestem specjalnie zmęczona.
ale poza wczorajszym dniem, nie potrafię zapalić się do pisania.
nic mi się nie chce.
to trochę przykre uczucie.
czas jakby przelatywał przez palce.
o pierwszej ratuję się szklaneczką yerby.

rano: szejk z pomidorów malinowych, cukinii, papryki jasnej i czerwonej (dla koloru)
w pracy: 5 marchewek, 5 jabłek, kilka rzodkiewek
i nieodłączna zupa baza.