W pokoju z dwiema biedronkami słucham Chopina. Koncert e-moll op. 11 po raz trzeci. Nie potrafię powiedzieć czyja gra podoba mi się najbardziej. Każdy finalista konkursu Chopinowskiego zasługuje na uznanie. Jestem zahipnotyzowana tą muzyką. Obezwładniona. Nie mogę robić nic innego poza słuchaniem. Muzyka jest wszędzie. W moich włosach, swetrze i pościeli, w której leżę.
Dotychczas nieruchome biedronki szybują z zadziwiającą prędkością. Chopin rozbudził w nich pragnienie latania. Muzyka wiruje w powietrzu jak wiosenny wiatr. Moja słowiańska dusza szczególnie zachwyca się pięknem i prostotą wykonania polskiego muzyka, ale urok osobisty łotysza nie pozwala jej o nim zapomnieć.