Nalot biedronek to też objaw jesieni. W moim pokoju jest ich obecnie szóstka. Dokładnie tyle widzę krążących na ścianie wokół telewizora. Miłośniczki kina i melomanki, które znam jeszcze z konkursu Chopinowskiego. Pewnie kilka siedzi też gdzieś w ukryciu.
Rano znalazłam jedną w lodówce. Leżała bez ruchu, z podwiniętymi łapkami. Zgubiło ją łakomstwo czy nieuwaga? Ciekawe jak długo tkwiła w lodowatej chłodni, czy jeszcze żyje i ma szansę wybudzić się z tego przedwczesnego zimowego snu? Wzięłam ją na rękę i zaniosłam na słońce. Położyłam na pleckach jak dziecko. Po niecałej minucie biedroneczka poruszyła energicznie kończynami, odwróciła się na brzuszek i odfrunęła.
A ja wróciłam do czytania Izrael już nie frunie Pawła Smoleńskiego, książki wcale nie o lataniu.
A ja wróciłam do czytania Izrael już nie frunie Pawła Smoleńskiego, książki wcale nie o lataniu.