poniedziałek, 26 października 2015

jesień


Ludzie powariowali z powodu jesieni. Trochę słońca i złocistości na drzewach potrafiło doprowadzić spokojnych i wyciszonych w stan szaleństwa. Niektórzy chodzą parkowymi ścieżkami tak, żeby wpaść w największe kopce liści (to ja) i szurają nogami tworząc kolorowe kłęby takie, że aż dreszcze przechodzą (to też ja, gdy nie jestem leguanach). Inni zbierają liście z ziemi, albo zrywają  co piękniejsze okazy wprost z drzew. Po czym te cieniutkie jak papier listeczki chowają do książek- zielników delikatnie wyciągając wszystkie rąbki, albo pakują je do pudełek i wysyłają pocztą przyjaciołom w prezencie. Liście z Beskidów dla Euzebii. Liście z Genui dla Dewy. Jeszcze inni, jak moja gospodyni, ranki spędzają z miotłą w ogrodzie tropiąc zaciekle najdrobniejszy przejaw upadającej jesieni,  jakby zeschnięty listek leżący na podejściu był czymś złym i wstydliwym, czego należałoby się natychmiast pozbyć.