niedziela, 22 listopada 2015

mętno



na mętnym wietrze
wyją róże,
powiedzieliśmy
co było do powiedzenia, czas
wysiadać, kusi mnie jeszcze
by powiedzieć
że cokolwiek będą o mnie mówić
nigdy niczego nikomu nie
miałem za złe.

Charles Bukowski


w ulubionej księgarni nad sokiem z cytrusów i dużą kawą wertuję biografię Jezusa, 500 zdań polskich profesora Bralczyka, i wiersze Bukowskiego w bardzo dobrym tłumaczeniu. teraz czuję jak bardzo mi brakowało tego przesiadywania z książkami, odkąd nie mam zajęć jogi w sobotę, nie wpadam tutaj, od kilku miesięcy nie wdycham zapachu nowości wydawniczych, nie spędzam tej obowiązkowej godziny z książką, której nigdy nie kupię, jak tej z poezją Bukowskiego.

lubię dosadność jego stylu i metafory, wyłapuję w późnych wierszach, pisanych pod koniec życia, głębokie przemyślenia:
wiem jak bardzo zgrzeszyłem zdaję sobie sprawę że nie
ominie mnie śmierć i warto być na nią przygotowanym...
ale na razie przydałoby mi się trochę snu trochę snu ciszy i spokoju.

robię zdjęcia tych właśnie fragmentów, żeby zachować sobie ich lekturę na dłużej, w pamięci komórki zatrzymuję wiele kartek różnych autorów, pożółkłych jakby od długiego przechowywania (albo raczej niedostatecznego oświetlenia), ostatnia pochodzi z biografii Hitchcocka, ale najbardziej lubię uwieczniać myśli poetów, jak powietrza potrzebuję innego spojrzenia, z innych ust, innego pióra, z głębi innej duszy.

na zewnątrz w mętnym wietrze wyją róże, znowu pada zimny deszcz, nie kupiłam studniówkowej sukienki, (jeśli jest na świecie druga matka, która sama kupuje kreację wieczorową dla nastoletniej córki, to przesyłam jej wirtualne pozdrowienia życząc powodzenia w tym niełatwym zadaniu), ale udało mi się wybrać jeden prezent dla Młodego na zbliżające się imieniny i mikołajkowy ciuch dla Młodej.