Pierwszy śnieg dostrzegam na dachach garaży. Delikatny. Drobny jak ziarnka piasku. Przypadkowy. Niepewny siebie. Zagubiony.
Wieczorem w świetle latarni widzę śnieżną biel na jaskrawozielonym trawniku. Ten śnieg jest inny. Błyszczący. Gwałtowny. Mroźny. Dzielny. Całym swoim blaskiem domaga się uwagi. Zadziwia mnie to śmiałe połączenie zieleni i bieli. Wygląda jak element filmowej scenografii, więc mimochodem szukam wzrokiem operatora kamery. Lecz nie mogę go znaleźć.