czwartek, 10 grudnia 2015
przepracowanie
umęczona jestem.
mija piąty tydzień akupunktury, dwa razy w tygodniu.
ciągle brakuje mi czasu i pieniędzy.
plecy i barki mam całe w sińcach, to pozostałość po chińskich bańkach i igłach.
ze wstydu nie idę na badania okresowe, na które kieruje mnie pracodawca.
przesuwam termin tłumacząc się przeziębieniem.
przeziębiona też jestem.
jak tu nie być, skoro wszyscy w pracy są chorzy.
taki styl. przychodzą do biura, zamiast chorować w domu.
ze współpracownikami raźniej.
można dostać wsparcie psychiczne, kubek gorącej herbaty,
i wymienić informacje o skuteczności leków bez recepty.
na biurku każdy ma w widocznym miejscu jakiś płynny medykament w kolorowym opakowaniu lub blister tabletek, ostentacyjnie podrzuca paczkę chusteczek papierowych lub wzdycha, że właśnie się skończyły.
niektórzy nawet gdy wezmą urlop na podratowanie zdrowia, potocznie zwany elcztery,
to potrafią także w tym czasie pojawić w pracy, przypadkiem, od niechcenia,
żeby dopilnować najbardziej pilnych i ważnych spraw, jakby bez nich świat mógłby się zawalić.
jeśli są szefami, to ich pojawienie wytrąca z równowagi podwładnych i zwiastuje małe trzęsienie ziemi, powodując, że słyszą oni dochodzące z różnych stron niezrozumiałe okrzyki: umrzemy z przepracowania.