piątek, 11 grudnia 2015

serial



Wciągnął mnie serial.
w którym pomarańczowy staje się nowym czarnym.
Oglądam z wypiekami
odcinek za odcinkiem,
sezon za sezonem.
(na szczęście wyemitowano tylko trzy sezony, więc nie spędzę całej zimy przykuta do laptopa).

Do głównej bohaterki
trochę mi blisko (kolor skóry i włosów), a trochę daleko (preferencje seksualne).
Ale patrząc na nią wyobrażam sobie siebie
wplątaną w przestępstwo.
Byłam blisko.
Jako dziecko rozważałam popełnienie wielkiej zbrodni.
Był to jedyny sposób rozwiązania sytuacji, w której się znalazłam.
Przerastała mnie.
I nikt nie mógł mi pomóc, bo nie wiedział nic o moich problemach.
Byłam doskonała w ukrywaniu przed światem swoich lęków i rodzinnych trudności.
I fatalna w porozumiewaniu się.
Brałam jednak wówczas pod uwagę możliwość odsiadki.
Czymże była ona przy tej drugiej ewentualności - uwolnieniu się od trwającego koszmaru?
Nagrodą, tylko i wyłącznie, tak mi się wtedy zdawało.

Bogowie uchowali mnie przed tym doświadczeniem.
Jakby mieli dla mnie inne zadanie, inny los na loterii,
niż ten, który chciałam wyciągnąć, całkiem przegrany.

Więzienie to straszny świat.
ale wiem, że także tam można wzrastać i się rozwijać.