czwartek, 31 grudnia 2015

sylwester



Sylwester w pracy, to dzień inny niż wszystkie. Cisza na korytarzu. Jak się na kogoś wpadnie, to jakby się ducha spotkało. Przerażenie! Jest ktoś w biurowcu oprócz mnie?! W pokoju słychać tylko klimatyzację. Telefon dzwoni tak rzadko, że podejrzewam, iż jest zepsuty. Piję herbatę o romantycznej nazwie ogród miłości, z kandyzowanych wiśni, czarnego bzu, dzikiej róży, hibiskusa, i cieszę się z zasłyszanej wiadomości, że u Pani D. wszystko OK mimo przeprowadzonej amniopunkcji. Jem przesłodkie ptysie z bitą śmietaną i przysłuchuję się opowieściom koleżanki o karierze męża, emerytowanego funkcjonariusza policji, który prawie cały zawodowy czas spędził rozgryzając zagadki kryminalne. Łatwo nie miał. Praca ciężka, zupełnie inna niż ta w telewizyjnych serialach, gdzie sprawcę zawsze znajduje się w 45 minut, choć trup się ścielił równie gęsto. Układam z kolegą B. listę filmów i seriali, które muszę zobaczyć. Zapisuję trzy żółte karteczki pod jego dyktando. Na dziś wieczór planuję obejrzeć te z pierwszej, w tym dwie francuskie komedie. Czytam wiadomości polskiej agencji prasowej nt. oryginalnych projektów ustaw zgłaszanych we włoskim parlamencie. Podoba mi się szczególnie ta o ochronie życia osłów (koniecznie należy zaprzestać żartów na temat tego zwierzęcia) oraz aby nałożyć na gminę obowiązek posadzenia drzewa po śmierci każdego mieszkańca, który nie ukończył 50 lat. Myślę o ustawach, które wprowadziłabym będąc radną. Przede wszystkim ustanowiłabym Wigilię i Sylwestra dniem wolnym od pracy (dość łączenia pracy ze świętowaniem, cieszmy się chwilą), wprowadziłabym zakaz przemysłowej produkcji zwierząt, a także nakazałabym urzędom gminnym sadzenie drzew na urodziny każdego obywatela jako prezent państwa dla jubilatów. W końcu wysyłam smsy z życzeniami noworocznymi życząc, aby Nowy Rok był 2016 razy lepszy niż ten, który mija. I wychodzę z pracy. Wam też tego życzę.