środa, 13 stycznia 2016
łyżwy
lubię deszcz.
lubię gdy pada.
ale trzeci dzień deszczowy z rzędu, w styczniu, to już chyba przesada!
codziennie wracając do domu wyglądam jak zmokła kura.
mam przemoczone spodnie, rękawiczki, czapkę i puchowy płaszczyk,
a dzisiaj nawet, bawełniany podkoszulek.
padający wieczorem deszcz,
oznacza rano oblodzone drogi i kilometrowe lodowisko.
wywrócę się czy nie wywrócę,
dojdę do biura w jednym kawałku czy nie dojdę.
żeby zminimalizować ilość chybotliwych momentów, jutro
zamierzam założyć łyżwy.
zjadę na nich z mojego wierzbowego wzgórza wprost pod biurowiec
niczym tańcząca na lodzie kobieta.
marzy mi się wiersz jako akt umysłu.