czwartek, 4 lutego 2016
obfitość
W pracy nie zjadłam pączka, za to moi współpracownicy tak.
Zrobili to z nadwyżką. Za mnie i za innych niechętnych tłustym łakociom.
Do dziesiątej (nim dowieziono pączki), korporacyjni specjaliści
nie mogli skoncentrować się na pracy, wypatrując samochodu dostawczego,
wyraźnie niezadowoleni z powodu przedłużającego się oczekiwania.
Gdy dojechały najbardziej pożądane słodkości dnia,
oddali się świętowaniu jakiego świat nie widział.
Kawa lała się obficie (pożyczona, bo przy okazji wyszło na jaw,
że działowe zapasy się skończyły, a szafki świecą pustkami),
W jednym pokoju, było kilkaset pączków. I ten zapach był ujmujący.
Pani S. podrzuca mi pączka na biurko, ogłaszając,
że jeśli nie zjem w tłusty czwartek ani jednego pączka,
to w dalszym życiu nie będzie mu się wiodło.
- Nigdy nie jadłam pączków w tłusty czwartek, a wiedzie mi się doskonale! - oponuję.
- Ale mogłoby Ci się wieść jeszcze lepiej - przekonuje niewzruszona moją argumentacją S.
- Jeszcze lepiej?! To przecież niemożliwe! - odpowiadam.