niedziela, 5 czerwca 2016
wolność
piękny wiersz o wolności znalazłam.
Nie, nie dostaję bzika: po prostu zmęczyło mnie lato.
Zacznę szukać koszuli w komodzie – i już zmarnowałem niedzielę.
Niechby choć zima raz przyszła i zasypała czubato
to wszystko: miasta, ludzi, a na początek – zieleń.
Nic tylko spać w ubraniu lub czytać nie wiedzieć czemu
od środka cudzą książkę – aż reszta roku, wolno
stąpając jak owczarek, co uciekł niewidomemu,
przekroczy asfalt w miejscu dozwolonym. Wolność
jest wtedy, gdy zapominasz pisowni nazwiska tyrana,
a ślina w ustach smakuje słodziej niż chałwy Persji,
i chociaż mózg skręcony masz jak róg barana,
nic nie kapie ci z oczu niebieskich.
Josif Brodski
fragment mowy w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka
tyle się teraz o wolności pisze.
przyczynkiem rocznica pierwszych wolnych wyborów,
ale też zagrożona demokracja,
bo wyrok trybunału konstytucyjnego dalej nie został opublikowany.
wolność jest wtedy, gdy zapomnisz pisowni nazwiska tyrana (nie zapomniałam),
a ślina w ustach smakuje słodziej niż chałwy z Persji (chciałabym)
i choć mózg skręcony masz jak róg barana (nie można powiedzieć tego dobitniej!),
nic nie kapie ci z oczu niebieskich (zielonych też).
lato mnie jeszcze nie zmęczyło i niedzieli nie zmarnowałam.
piłam pyszną kawę z białą pianką, podwójnie serwowaną,
pływałam w krytym basenie, ilości nie zliczę,
przygotowałam makaron z sosem Alfredo dla całej rodziny,
objadałam się truskawkami, wreszcie słodkimi,
obejrzałam film o galerii Uffizi (przereklamowany, stwierdzam z nieukrywanym rozczarowaniem),
i zaczęłam czytać cudzą książkę.
nie, nie dostaję bzika.