poniedziałek, 5 grudnia 2016
codzienność
kolejny wyjątkowy dzień, najdoskonalszy z poniedziałków - Pan W. podwiózł mnie do pracy, dzięki czemu ominęła mnie jazda na butach z wierzbowego wzgórza, na którym mieszkam, to czego nie lubię w zimie szczególnie to lodowisko na chodnikach, najcieńsza warstwa lodu naraża mnie na chybotanie ciała i wewnętrzne rozedrganie, a buty jakie by nie były drogie, nigdy nie są dostosowane do tak ekstremalnych warunków pogodowych.
plany poczynione – wracam na jogę w styczniu, do prywatnej szkoły jogi, gdzie dużo fajnych młodych instruktorów, i najfajniejsza ze wszystkich instruktorka anglojęzyczna pod słońcem. przez ostatnie miesiące, które minęły mi na leczeniu złamanej kostki nadgarstka, podziwiałam via facebook jej umiejętności jogiczne i zapał w nauczaniu jogi. prowadziła zajęcia do samego końca ciąży. ostatnie odwołała z powodu porodu.
czytam Cień góry, autora magicznej Shantaram, nie mogąc się nadziwić, jak bardzo ta książka odbiega od pierwszej (to nie jest spoiler, po prostu radzę - nie kupujcie jej, a nie będziecie zmuszeni do jej przeczytania). poza tym, oglądam na raz pięć seriali i nie jest to wcale trudne do ogarnięcia.