wtorek, 3 stycznia 2017
hula-hop
Kręcę hula-hopem od Wigilii.
Kręcę hula-hopem i to jak!
Pierwszy dzień był tragiczny, bo nie potrafiłam wyczuć, w którą stronę mam się poruszać.
Do przodu i do tyłu czy na boki? Jak ustawić nogi? Obie równolegle do siebie czy jedną wysunąć do przodu. I co zrobić z rękami, żeby nie zahaczały o wirujące koło? Wszyscy moi bliscy potrafili się nim bawić, tylko nie ja! Nawet Dziadek T. przechwalał się, że kręcenie to dla niego pestka, bo robi to od lat, ale zademonstrować umiejętności nie chciał, twierdząc, że obfita kolacja wigilijna musi się ułożyć.
Drugiego dnia obejrzałam w necie filmiki pokazowe i załapałam! Obręcz przestała spadać trzymając się mojej talii dzięki tajemniczym ruchom ciała. Trzeciego dnia zaczęłam oddychać podczas kręcenia (wcześniej robiłam to na jednym wdechu!). A od czwartego mogłam nawet rozmawiać! Teraz unoszę ręce, i potrafię podnieść przyśpieszonym ruchem spadający hula-hop. O chodzeniu z obręczą nie ma jeszcze mowy. Ale i tak czuję się mistrzynią.