sobota, 9 maja 2020

normalność


normalnie wsiadłam do samochodu
Pan W. za kierownicą
jedziemy do mniejszego miasta.

najpierw wizyta na cmentarzu.
porządki wiosenne na rodzinnym grobowcu.
kupiłam światełka do zniczy na baterie
i dwie donice z sadzonkami pelargonii.
różowy mój ulubiony kolor,
kwiaciarka zasadza kwiaty na poczekaniu.
świecą miesiąc do półtora, tak mówią klienci -
zachwala głos spod maseczki.

później spacer na rynek.
a tam taki spokój jakiego nie widziałam od czasów dzieciństwa.

w pięciu stolikach
kupujemy kawę na wynos w papierowych kubeczkach.
espresso.
prawie jak włoskie.

Pan W. czekoladową gałką rozpoczął sezon lodowy w jednorożku.

siedzimy na ławce sącząc kawę. kolejne espresso.
tym razem podwójne.

obserwuję domy naprzeciwko.
wyszukuję tego oznaczonego numerem 26,
najwyższa kamienica po tej stronie rynku, w której na drugim piętrze
mieszkała moja Babcia, wilnianka.

potem wycieczka na szczyt pobliskiej góry,
którą zaliczamy najczęściej i którą jako pierwszą zdobyły moje Dzieci.
dwuipółletnie.

wreszcie bez maseczki. wchodzimy do lasu.
słońce, wiatr, niepowtarzalny leśny zapach,
rozzieleniony ostatnimi deszczami.

wszystko jakby na nas czekało.
wszystko za czym tęskniłam.

piękny świat,
normalnie piękny świat.