piątek, 6 kwietnia 2012

legalizm

jestem kompletnie zdezorientowana
jeśli chodzi o to co jest legalne
a co nie jest w sieci.

co można oglądać,
a czego nie można,
co można skopiować,
a czego nie można,
co można ściągnąć,
a czego nie można,
co można cytować,
a czego nie można.

zamknięto portale umożliwiające oglądanie filmów.
jednocześnie prawie wszystko można zobaczyć teraz
w sieci bez najmniejszych problemów.

on line ostatnio widziałam:
skafander i motyl,
zapiski z toskanii,
inna siostra,
lope.

filmy, których nie udało mi się zobaczyć w kinach,
ani telewizji.

oczywiście gdyby nie ulubiony mój portal,
nie zobaczyłabym ich nigdy.

i może nic by się nie stało,
książkę na podstawie,
której nakręcono film pierwszy czytałam,
drugi film nie jest dziełem wybitnym,
podobny do miliona innych,
trzeci może kiedyś wypatrzyłabym w telewizji.
najgorzej z tym czwartym,
nie był u nas wyświetlany w kinach,
więc i na dvd pewnie też się nie pojawi.

a co zyskaliby producenci z mojego nieoglądania.
jaką odnieśliby korzyść.
czy moja nieznajomość tych filmów
przyniosłaby im zysk?

jakiej wielkości byłyby to profity?
zyski, których nie ma,
mniejsze czy większe od moich strat?

a jakie byłyby straty twórców,
gdyby ich dzieła,
nie dotarły do wszystkich odbiorców.
niezadowolenie,
niespełnienie,
cierpienie,
a może żal,
że nie trafiły pod strzechy?