wtorek, 31 grudnia 2013
buty
co za niezwykły dzień - koniec roku,
kończy się stary rok, który dał wszystko co miał do zaoferowania,
ani trochę więcej, ani mniej.
nie oczekuję już od niego nic, on też więcej dać mi nie może.
teraz uwiera jak za ciasne buty, których chciałoby się pozbyć.
marzę o nowym roku,
o nowych zdarzeniach, pomyślności, energii, pięknu,
to trochę tak jak zapragnąć włożyć nowo zakupione pantofle
i udać się na bal, nie jakiś zwykły bal, ale bal
wydawany na cześć laureatów nagrody nobla,
przetańczyć całą noc, i w dodatku zostać królową balu,
albo wsunąć na stopy wygodne buty trekkingowe
i udać się w podróż marzeń do Indii, Nepalu, Tybetu,
znaleźć się w klasztorze buddyjskim i zapomnieć o świecie,
znieść czas, widzieć naraz wszelkie życie niegdysiejsze, obecne i przyszłe,
i żeby wszystko zdało się dobre, doskonałe,
śmierć na równi z życiem, grzech na równi ze świętością,
roztropność na równi z głupotą,
wszystko niech będzie takie, jakie jest.
porównując ten rok do butów, to przychodzą mi na myśl te,
w których chodzę, czarne, miękkie, wygodne botki,
sprawiające wrażenie rozczłapanych,
nie widać po nich, że są z dobrego sklepu.
bo ten rok był z tych dobrych,
ale bez fajerwerków, orderów, nagród, awansów,
ze wspaniałymi wakacjami u A., kontynuacją praktyki jogi i pisania bloga,
ale bez corocznego odosobnienia.
przeddzień Nowego Roku czyli urodzin każdego z nas
życzę aby wszystko było dla Was dobre,
wszystko wokół wspierało Was w dążeniu do szczęścia.