niedziela, 15 grudnia 2013

niedziela


rozmawiałam prawie godzinę z Panią A. przez telefon
o tym jak przebiegało urodzinowe przyjęcie Pana M.,
zachwycił mnie dip z awokado i czosnku, który podała
do maczania kawałków tortilli, od razu chciałam go skosztować,
wraz z Dziećmi wręczyłam Panu W. urodzinową książkę Dzieci naszej dzielnicy
noblisty Nadżiba Mahfuza, tego od Opowieści starego Kairu,
co roku niezmiennie dziwię się,
że tylko pięć dni dzieli ich daty urodzin,
zamówiłam pierwszą w życiu profesjonalną (cokolwiek to znaczy)
matę do jogi, którą sprzedawca reklamuje jako matę na całe życie,
wierzę w jej trwałość, ale chciałabym żyć dłużej od maty,
marzy mi się życie długie na metr czyli setkę,
na internetowym pchlim targu kupiłam książkę
Frana Sandhama Samotna wędrówka przez Afrykę,
odzyskałam kilka usuniętych plików z pendriva,
tych z dysku d się nie da, za to z pendriva owszem,
wszystkie skasowane pliki i kopie robocze mogę odczytać,
muszę ogłosić w biurze, żeby nikt mi swojego pena nie pożyczał,
dla poprawienia techniki zaczęłam ćwiczyć powitanie słońca
z Wiktorem Morgulcem, który przygotowuje chętnych do maratonu jogicznego
czyli wykonania 108 powtórzeń sekwencji powitania słońca,
jego instrukcje na wideo są prawie tak precyzyjne jak Iyengara,
napisałam pismo do sądu z prośbą, aby sąd w swojej mądrości
nadał sprawie korzystny dla mnie bieg, nic więcej już zrobić nie mogę,
przeczytałam półtora rozdziału Domu w Fezie Suzanny Clarke,
książki pożyczonej od Pani E., która w Fezie była, prawdziwość opisanych
w książce relacji potwierdza, i jeszcze pewnie do Fezu wróci.