wtorek, 25 lutego 2014

smakowanie


degustacja wegetariańskiego ragu, z grzybami i bakłażanem,
po raz pierwszy w menu mojej knajpy wege, i rozsmakowywanie się filmem Smak curry,
który chodził za mną od dawna, bo ukochane Indie, a nie bollywood,
bo curry, bo niespełniona miłość, właśnie ten obraz mnie wcześniej do baru zaprowadził,
filmu nie można oglądać z pustym żołądkiem, to powinno być zabronione,
smakowity posiłek z egzotyczną nutą winien być w cenie biletu,
w dodatku z mojej torby dochodził zapach kotletów z cieciorki, kupionych dla Młodych,
głównie czosnku więc tym silniej obrazy z ekranu do mnie przemawiały i wzmacniały smaki
opowiadanej historii, dałam się wciągnąć w miłosną opowieść tak jakbym przeszła
na drugą stronę ekranu, i chciałam więcej zakochania, namiętności, rozkwitu i trwania,
więcej dla bohaterów, więcej dla siebie samej, więcej niż mi dano i niż obiecywano,
wyszłam z kina z uczuciem, że twórca bał się intymnego spełnienia, ryzyko,
że byłby posądzony o śmieszność, było duże, bo czy to nie zabawne postawić tak wszystko
na jedną kartę, nie patrząc na wiek i okoliczności,
to byłoby zbyt ckliwe i pospolite.