poniedziałek, 2 czerwca 2014
mnemoniki
chciałam poznać kości nadgarstka, które go tworzą, bo tenże niefortunnie złamany może powodować kłopoty. chirurg nie zauważył złamania drobnej kosteczki, czasem trudno dostrzec je u łódeczkowatej na zdjęciu rentgenowskim, jak też na żywo w czasie operacji. zoperował złamane kostki, a tę jedną zostawił, i ta zapomniana wówczas kosteczka nie może się dostosować do pozostałej reszty, już zrośniętej i tej nigdy nie złamanej, Panią E. czeka kolejna operacja. w nadgarstku kości jest doprawdy dużo, bo aż osiem, w jednej ręce, ale nie są to kości tylko kosteczki, malutkie jak karzełki, nazwy mają zdrobnione, jakby spieszczone, to nie piszczel czy strzałka, jak w podudziu, ale kość: łódeczkowata, księżycowata, trójgraniasta, grochowata (już widzę tę malutką jak ziarenko zielonego groszku), czworoboczna mniejsza i większa, główkowata i haczykowata. największa z kości nadgarstka jest główkowata, która posiada główkę i szyjkę. zgłębiając literaturę przedmiotu, natknęłam się na pomocne dla przyszłych medyków i felczerów wierszyki: Łódka płynie, księżyc świeci, trójgraniasty groszek leci oraz Na trapezie, trapeziku, wisi główka na haczyku i Czworoboczna większa z mniejszą się zmówiły, główkowatą na haczyku powiesiły. Anglosasom do nauki nazw kości nadgarstka służy mnemonik o dwuznacznej treści, ponieważ taką zapewne łatwiej zapamiętać: Some Lovers Try Positions That They Can't Handle (od pierwszych liter S-Scaphoid, L- Lunate, T-Triquetral, P-Pisiform, T-Trapezium, T-Trapezoid, C-Capitate, H-Hamate). i tak sobie siedzę i martwię się tą nową operacją Pani E., i jej nastrojami, a rano wita mnie Pani A. wiadomością, że wycięta dwa tygodnie temu z jej ciała tkanka jest nowotworem złośliwym. i już człowiek nie wie jak do sprawy podejść, co powiedzieć, bo natłok myśli, tych organizacyjnych; jaki lekarz, szpital, jak może pomóc, bo chciałby bardzo, i takich filozoficznych w istocie, bo smutek, żal, zagubienie, bo sam rozmyśla o dzisiejszej rocznicy, i powadze dat, o zatartym śladzie, porywach wiatru, cieniach drzew i jeszcze o zmianie diety i lewatywach oczyszczających, w tym celu Pan W. zakupił stosowne pomoce, a instruktarz został przeczytany wczoraj, w tej materii opieram się na radach Gersona oraz Tombaka, których udziela on w książkach, powszechnie dostępnych w internecie w formacie pdf, więc jem truskawkę za truskawką, czerwoną jak z reklamy ale bez naturalnej słodyczy, gdyż deszcz pada prawie codziennie, a od deszczu truskawki nie stają się słodsze i myślę sobie, że jestem tą siedzącą, jedzącą, piszącą, i coś jest ukryte, jak u Kiplinga, parafrazując, czuję, że powinnam iść tego poszukać, iść i popatrzeć za góry, albowiem coś jest zagubione za górami, coś zagubione czeka na mnie.