niedziela, 1 czerwca 2014
wycieczka
dzień dziecka bez dziecka, ani jednego, młodzi w podróży międzymiastowej Paryż-Bruksela, matka i ojciec na wycieczce rowerowej w gęstwinie lasów, czterdzieści kilometrów drogą szutrową na zmianę z asfaltową, nad nimi wierzchołki buków i choin, a ponad bezkresne niebo jako wyznacznik kierunku, bez mapy, kompasu, gpsa, na azymut, zgodnie ze wskazówkami mijanych rowerzystów, ręce bolące od mocnego ściskania kierownicy, umęczone bólem czteroliterowe siedzisko, w mijanych osadach festyny dla najmłodszych, na ryneczku starego miasta przy zamku odpoczynek, na miękkich poduchach ratanowych foteli, ulga, zupę cebulową i naleśnik ze szpinakiem podaje bardzo młody kelner z tunelem w uchu, ciekawe czy skończył już osiemnaście lat, nad talerzami zarzekają się, że to ostatni tradycyjny posiłek, przed oczyszczaniem organizmu, wiatr zrywa lniane szare serwety ze stołu, drobny deszcz niczym kropidło katolickiego kapłana zmusza do ucieczki.