czwartek, 19 czerwca 2014

owce


ten dzień na zawsze pozostanie pod znakiem owcy, a właściwie owiec stada, które spotkaliśmy na Hali Boraczej, ponad sto przedstawicielek tego najwcześniej udomowionego przez człowieka gatunku zwierząt, kłębiło się wokół siebie przesuwając powoli w górę i w dół, zgodnie z kierunkiem bata bacy oraz wolą zmęczonego owczarka, opiekunów tej zacnej owczarni. z tego mnogiego tłumu jednorodnych jak się zdawało osobników, wybijały się dwa przerażająco czarne barany, bo w każdym stadzie jest czarna owca, dwie malutkie owieczki, których nie zadowalała świeża trawa i zielone liście, gdyż potrzebowały jeszcze mleka matki, i owca z nakrapianym pyskiem, wyraźnie otwarta na kontakty z innymi gatunkami zwierząt, czyli z nami, dwunożnymi obserwatorami, przyglądała się nam tak jak myśmy się jej przyglądali, spokojnym spojrzeniem zdawała się przyzwalać na tę obserwację jakby rozumiejąc naturę międzygatunkowego spotkania i upatrując w nim coś więcej, i tak szliśmy za tym stadem jak urzeczeni, i słuchaliśmy przedziwnego koncertu na pięćdziesiąt dzwonków pasterskich, bo nie każda owca dzwonek miała, nie miały te najmłodsze, i matki karmiące, i tak mi się nagle żal zrobiło tych stworzeń, które stale muszą być w grupie, niezależnie od tego czy to wynika z ich osobowości czy też nie, czy lubią współczłonków czy nie, i ten brak możliwości odizolowania się wydał mi się największym problemem z punktu widzenia owcy, obok wiecznej podległości człowiekowi, później przy coraz to intensywniejszych dźwiękach dzwonów, uzmysłowiłam sobie że jeszcze większą trudnością do przezwyciężenia jest nie kolektyw, ale brak ciszy, bo zawsze i wszędzie wokół muzyka kleparów, jak przyjęło się mówić w gwarze pasterskiej o dzwonkach zawieszanych owcom, a cisza, moim zdaniem, jest skarbem największym i pierwotnym, który należy się każdej żywej istocie, choć wiem, że dzwonki są konieczne, bo ich dźwięk wskazuje właścicielom gdzie znajduje się żywy dobytek, i służy również do identyfikacji członków, co ciekawe wierzono także, że dzwonki mają działanie magiczne, a ich dźwięk odstrasza złe moce i chroni przed nieszczęściami, powiadano nawet, że owcy z dzwonkiem wilk nie porwie. jedno małe jagnię wyraźnie głodne rozpaczliwym bekiem dopominało się o pokarm, beczało tak głośno że aż serce się krajało, owcza matka nie słyszała nawoływań i najzwyczajniej w świecie rozkoszowała się wolnością, pewnie był to okres, znany i ludziom, odstawiania od piersi, albo co też możliwe zawiesiła się z przemęczenia, po każdym krzyku jagnięcia stary baran beczał donośnie jakby nawoływał rodzicielkę, przypominając jej o macierzyńskich obowiązkach, na co ona w końcu niechętnie zareagowała, przybiegła i dziecko nakarmiła. podobno w każdym stadzie jest taka owca przodownica, którą stado wybiera, słucha i naśladuje, i ona ma najmniejszy i najlżejszy dzwoneczek zwany spiżaczkiem.