środa, 4 czerwca 2014

wiosna


kotów coraz więcej, szczególnie tych małych i chudych, urodzonych niedawno, nieporadnie stąpających na młodych łapach, z lękiem przebiegających między słupami ogrodzenia, białych i czarnych, z pręgowanymi ogonkami, łatkami, w plamkach, krawatkach, skarpetkach, potrzebujących ciepła i miłości, kocie matki dawno znikły im z oczu, więc wystawiają futerko i łapią promienie słońca na dachach i rozgrzanym asfalcie, cieplej, przed blokiem na pasach leży rozjechany gołąb, to już drugi ptasi nieboszczyk w ciągu tygodnia, czy to oznacza, że nie tylko ja wypowiedziałam wojnę latającym intruzom, a zasieki przeciw ptakom są niebotycznie drogie, w mieszkaniu coraz więcej dużych pająków, komarów i moli, żeby uwolnić się od zwyczajowej w przypadku spotkania interwencji silniejszego, w oknach zawieszam szare moskitiery, i przypominam sobie jak Terziani łapał muchy, które wpadły do pokoju w białą chusteczkę, po czym wypuszczał je za okno, na balkonie sadzę kwiaty z nasion, które razem z Panią A. zebrałam na klombach francuskiej riwiery, i z których może jeszcze w tym roku wyrosną na długich cienkich łodygach cyklamenowe płatki, w prostokątnych donicach jak zawsze ogródek ziołowy, bazylia i mięta, ten rosnący w oczach wiosenny taras to namiastka prawdziwej ziemi, to jakby antresola w pokoju i w piaskownicy zamek z piasku.