niedziela, 7 grudnia 2014
Polizany
dziewięć ptaków (wznoszących się
poprzez złotą chwilę) wzbija:
jących się
w
zimowy
z-
mierzch
(wszystkie razem jak
mnożąca się
jedno
-ść) dziewięć
dusz
każda z własną tajem-
nicą (wznosząco
pochwyconych na spadaniu) milcz!
eniem przeżywających umieranie blasku
e. e. cummings
tłumaczył Stanisław Barańczak
wzbijające się w niebo ptaki, dziewięć, jedenaście par skrzydeł.
w zimowym zmierzchu czytanie-wertowanie Polizanego przez Boga Marka Dyjaka, który śpiewa z głębi serca i jeszcze głębiej, jak człowiek który wie i rozumie, bo przeżył dużo, a facet, żył prawie jak bezdomny, ekskluzywny alkoholik uprawiający muzykę. mieszkał w ciemnych dzielnicach, w przeróżnych miejscach, w których działy się przeróżne rzeczy.
dusza z własną tajemnicą, wznosi się w blasku dźwięków i fleszy, żeby dotrzeć do raju.