sobota, 21 marca 2015

miłości


pierwszy dzień wiosny: o 7,30 rano pozornie przypadkowy telefon od Pana T. przypominający o wieczornym wyjściu do operetki, na które wcześniej wielkodusznie podarował nam bilety, wyprawiam Młodych na sobotnie zajęcia, a sama udaję się po drobne zakupy, pośpieszne, niemniej obfite, śniadanie nad najświeższą gazetą, ekspresowa wizyta u krawcowej po odbiór sukienki (ach te uzdrawiające diety, po których garderoba wymaga ingerencji nożyczek), oraz u kwiaciarki, która dzieli się ze mną bólem po śmierci swojego męża sześć lat temu, tarmoszenie Maurycego, niezmiennie najpiękniejszego i najbardziej miękkiego kota świata, oraz najważniejszy punkt dnia - misterium cywilne w zabytkowym dworku w obecności tłumacza przysięgłego, para młoda piękna i przepełniona miłością, trudno od nich oderwać oczy, on i ona jak dwa splecione ze sobą dojrzałe drzewa, przepłakałam prawie całą ceremonię zaślubin, wypiłam w słońcu kieliszek szampana i zjadłam, gdzieś gdzie diabeł mówi namaste, odświętny obiad na włoską nutę, strasznie dużo wina i miłości. późnym wieczorem w filharmonii, wśród zapachu naftaliny i dusznych perfum, podziwiałam występy artystów baletu, balet kocham ponad wszelkie sceniczne śpiewy i dźwięki, wracając myślami do scen z tego przepełnionego uczuciami dnia.