niedziela, 1 marca 2015
poprawa
w końcu
jest poprawa.
po
dwóch dniach głodówki, podczas których piłam tylko gorącą wodę - to naprawdę ohyda (!),
dwóch i pół dnia na sokach owocowych i warzywnych (w ruch poszła zakurzona sokowirówka, z widoczną naklejką, produkt doceniony złotym medalem na międzynarodowych targach poznańskich oraz stary kochany blender) z przewagą musu jabłkowego (sposób na oczyszczanie wątroby wg Tombaka), które zakończyłam dużą dawką nektaru z pomarańczy
(na oczyszczenie krwi i limfy),
dziś pierwszy popołudniowy posiłek przy rodzinnym stole -
gotowane brokuły, papryka i marchew,
i przejmujące uczucie sytości.
co za piękne uczucie.
a jeszcze piękniejsze jest to, że mam różowiejący język
i czuję wyraźny spokój w zatokach i nosogardzieli,
żadnych boleści i nieokreślonych ruchów.
od trzech godzin nie używam chusteczek higienicznych i
wreszcie mogę skakać na trampolinie nie patrząc na stopy i bez obawy, że spadnę.