czwartek, 30 kwietnia 2020

imagine


Imagine there's no heaven, it's easy if you try
No hell below us, above us only sky
Imagine all the people living for today...

Imagine there's no countries, it isn't hard to do
Nothing to kill or die for, and no religion too
Imagine all the people living life in peace...

Imagine no possessions, I wonder if you can
No need for greed or hunger - a brotherhood of man
Imagine all the people sharing all the world...

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one
I hope someday you'll join us and the world will live as one

John Lennon & Yoko Ono


tak sobie wyobrażam szczęście.
świat bez wojen, bez piekła, bez nieba.

życie chwilą.
bez granic, bez religii, bez kościoła.

w spokoju niezakłóconym,
bez majątku, chciwości, nienawiści.

ludzie równi zwierzętom.
zwierzęta równe ludziom.
każde życie tak samo cenne.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one
I hope someday you'll join us and the world will live as one.




wtorek, 21 kwietnia 2020

park


Wyjdziesz do parku i gałęzie
będą cię przyjaźnie uderzały po ramionach,
bierzmując cię jeszcze raz, jakby nie były
pewne twojej wierności. Nie zaśniesz.
Będziesz biegł przez pusty park, staniesz się
cieniem i spotkasz inne cienie. Będziesz
myślał o kimś, kogo już nie ma i o kimś,
kto żyje tak bardzo, że to życie na brzegach
zamienia się w miłość. Coraz więcej światła
gromadzi się w pokoju. Nie zaśniesz dzisiaj.

Kołysanka, Adam Zagajewski



coraz więcej światła.
zniesiony zakaz wstępu do parków i na tereny zielone.
idę na spacer do największego parku w moim mieście.
jest nawet większy od Central Parku - rzuca Młody.

mam na twarzy maseczkę w żółtą kratkę,
nieznacznie ściągam ją w dół, bo parują mi okulary.
idę przed siebie.
dróg jest tak wiele,
prosto, po skarpie, w gąszczu chaszczy, wzdłuż muru.

mijający mnie dwaj policjanci na motorach
nie dają zapomnieć o rzeczywistości.

ale czuję przyjazne spojrzenia innych zamaskowanych.

chcesz zmiany - bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie -
mówi do mnie drzewo ustami Ghandiego.




poniedziałek, 13 kwietnia 2020

mata


ograniczam zakupy w internecie podczas dobrowolnej kwarantanny.
szanuję zdrowie innych i nie chcę narażać pracowników
sklepów wysyłkowych, ani kurierów firm spedycyjnych
na dodatkową pracę w czasie epidemii.

wystarczy, że raz w tygodniu robię duże zakupy w e-tesco
(czterdzieści kilo przeważnie owoców na drugie piętro!).

jednak zrobiłam w ostatnim czasie dwa wyjątki.
pierwszy to zakup maseczek ochronnych z materiału produkcji polskiej
(absolutnie nie chcę dawać zarobić Chinom na tej pandemii, i uważam że
powinniśmy jako kraj być bardziej samowystarczalni),
zakończony zwrotem, gdyż spodziewałam się czegoś więcej niż
tylko jednej warstwy cieniutkiej bawełny z doszytą gumką.

i drugi - ten wyczekiwany, obmyślany i najbardziej pożądany ze wszystkich -
zakup maty do akupresury, w zestawie z poduszką.
to prawdziwa bomba!
jest śliczna, z naturalnego lnu z plastikowymi kwiatami lotosu w kolorze pomarańczy.
zakończenia płatków są ostre jak igły.
można na niej leżeć lub chodzić.

najbardziej bolesne, ale i przysparzające najwięcej radości,
jest właśnie stanie w pozycji stojącej. czuję wtedy, że
Między moją powłoką a kośćmi rozciąga się niekiedy bezmiar pustyni.*

nowa mata rozjaśnia cały mój pokój.
już znikają dominujące wcześniej barwy naturalnego drewna i bieli (zasłony, narzuta).
wszystko połyskuje pomarańczami lotosu.

*Między moją powłoką a kośćmi, Bernard Noël
tłumaczenie Krystyna Rodowska

czwartek, 9 kwietnia 2020

izolacja


kwarantanna to najlepszy czas mojego życia

John, mój nauczyciel angielskiego


izolację przyjmuję trochę jak odosobnienie medytacyjne.
a że na wielu już byłam, więc wszystko wydaje się łatwiejsze.

bez pracy, w domu, niewielki spacerniak (dotychczas parczek nieopodal,
a po jego zamknięciu, hałdy i nieużytki - ściernisko niczym z piosenki Golców)
i codzienne jednorazowe wyjście, a to po maseczki ochronne do krawcowej,
a to żeby obserwować wiosnę.

ulica przy której mieszkam jest zaskakująco cicha.
jak w weekend.
jakby cofnęła się w czasie o dwadzieścia lat,
jakby nie było gpsów,
jakby kierowcy nie wiedzieli, że mogą skrócić sobie drogę przez naszą ulicę,
jakby zupełnie niepotrzebnie ustawiono co dziesięć metrów znaki ograniczenia
prędkości do dwudziestu kilometrów na godzinę.

rano godzina medytacji (od dwóch lat medytuję codziennie),
potem zazwyczaj godzina ćwiczeń na macie, ostatnio z aplikacją Fiton
(dla wzmocnienia mięśni tułowia, tych partii ciała, które mam najsłabsze).
śniadanie - pół litra świeżo wyciskanego soku z selera naciowego,
mój rytuał poranny od ponad pół roku,
obiad i w międzyczasie - niezmiennie owoce, najcudowniejsze pożywienie na świecie
(boże, jaka jestem Ci wdzięczna, że otworzyłeś mnie na nie!).

o szóstej medytuję po raz drugi - przez około pół godziny
(świat nie może być piękniejszy!).

około siódmej zbieramy się w salonie na wieczorne oglądanie seriali
(Młoda zamówiła bezpłatny miesiąc na popularnej platformie, więc korzystamy z całych sił).
obejrzeliśmy razem Tiger Kinga, historię handlarzy dzikimi kotami w Stanach Zjednoczonych
(gdzie jest więcej dzikich kotów w rękach prywatnych niż wolno żyjących na całym świecie),
teraz oglądamy dokument o krnąbrnych nastolatkach z Ameryki,
który mimo obscenicznego języka i nie najwyższych lotów żartów wydaje się wciągać moich Panów.



poniedziałek, 6 kwietnia 2020

wpatrywanie


coraz więcej słońca
coraz więcej światła

od wczoraj zaczęłam nasłonecznianie
z angielskiego sun gazing
czyli wpatrywanie się w słońce.

poznałam tę technikę w zeszłym roku (to był niesamowity rok!).
każdego wieczora na mniej więcej godzinę przed zachodem słońca
(ostatnie dwadzieścia minut słońce jest niewidoczne tu gdzie mieszkam),
w te prawdziwie słoneczne i bezchmurne dni,
wpatrywałam się w słońce.

zaczynałam od kilkudziesięciu sekund
powoli zwiększając ten czas do piętnastu minut.

nasłoneczniam się przy otwartym oknie
jadąc na rowerze stacjonarnym (dwa w jednym).
to jest moja własna wersja tej metody.
w czystej postaci powinno stać się bosymi stopami na ziemi, nieruchomo
żeby połączenie z naturą/kosmosem było pełne.

moje sun gazing to pożegnanie słońca.
jesteśmy wtedy jakby sami, tu i teraz.
słońce i ja.
nie jestem tą jedną z siedmiu miliardów osób,
jestem tą jedyną, tak jak jedno jest słońce.

moje sun gazing to podziękowanie za dzień, który mija.
za wszystko co się zdarzyło.
to wdzięczność, że świat jest taki piękny, taki doskonały,
za wszystkie małe cuda,
i nieograniczoną miłość.

ciekawe jest to, że od tego gapienia się w słońce poprawia się wzrok.
mnie poprawił się o jakieś ćwierć dioptrii.
więc okularnicy, o zachodzie słońca wiecie co macie robić!


niedziela, 5 kwietnia 2020

ponieważ



Ponieważ żyjemy, wszystko jest możliwe.
Thich Nhat Hanh


ponieważ żyję, wszystko jest możliwe.

uśmiecham się do siebie samej
na tę myśl.

wszystko!

więc także i to, że wracam na bloggera
po trzech latach niepisania.

trzymajcie kciuki, żeby się udało!
(przyznaję nadużywam wykrzykników, to wina whatsupa,
bez nich nie umiem napisać już nic)