sobota, 29 sierpnia 2015
15
I WSZYSTKO MUSI BYĆ ZAŁATWIONE.
Żeby wszyscy mieli płyty z gramofonem,
Bacha, Haydna, Czajkowskiego,
Szymanowskiego,
i "Pulcinellę",
żeby wszyscy mieli kurę i Bacha w niedzielę...
Konstanty Ildefons Gałczyński
i wszystko musi być załatwione
żeby wszyscy mieli buty turystyczne wysokie nad kostkę
mapę, plecak, butelkę wody, dwie kanapki
dobry humor
siły i kondycję
żeby wszyscy mieli rodzinne wędrowanie na Baranią Górę w niedzielę
piątek, 28 sierpnia 2015
14
Wśród wszystkich przejawów nietrwałości, ciało ludzkie jest najwrażliwszym, jedynym źródłem wszelkiej radości, wszelkiego bólu i wszelkiej prawdy. Alina Szapocznikow
zupę bazę jem codziennie. to jest mój obiad i kolacja w jednym. zaczynam ją jeść zwykle w pracy (przynoszę gorącą w termosiku lub plastikowym pojemniku), a kończę w domu. dziś zrobiłam odwrotnie. zupą rozpoczęłam dzień.
moja zupa baza składa się z rożnych składników. zazwyczaj do niewielkiej ilości wrzącej wody dodaję, to co mam w lodowce - marchew, cebulę lub w różnych proporcjach: paprykę, cebulę, czosnek, cukinię, pomidory. wszystkie wywary z warzyw są bardzo smaczne, rozgrzewają i sycą. te z marchewką szczególnie. nie wymagają długiego gotowania, a dodanie rodzynek czyni je wytrawną słodkością. to jest deser, który mogę jeść bez ustanku.
zjedzenie zupy na pierwsze śniadanie dało mi poczucie sytości na dłużej i pozwoliło bardziej skupić się na pracy.
czwartek, 27 sierpnia 2015
13
Puść wszystko. Wyobraź sobie, że jesteś kamykiem wrzuconym do rzeki. Kamień bez wysiłku przenika wodę, przez nic nie zatrzymywany, przebywszy możliwie najkrótszą drogę, opada na dno. Jesteś jak ten kamyk, który pozwolił sobie na to, by wszystko porzucić i wpaść do wody. W centrum twego istnienia jest oddech. Nie obchodzi cię, ile czasu kamyk będzie potrzebował, by dotrzeć do piaszczystego dna rzeki. Gdy poczujesz się jak kamyk, który osiadł na dnie, to zaczniesz odkrywać całkowity spokój. Już cię nic nie popycha i nie ciągnie.
Thich Nhat Hanh, Cud uważności
czuję się jak kamyk, który osiadł na dnie
nic mnie nie popycha
nic mnie nie ciągnie
w środku mojego istnienia jest oddech
mija trzynasty dzień mojej wersji diety Ewy Dąbrowskiej. Pani A. domaga się pisania na blogu (więc piszę), i zamieszczenia przepisów kulinarnych, które stosuję (z tym gorzej), bo przepisów żadnych nie mam i jem co popadnie. nie rozmyślam nad kompozycją składników. to czysta improwizacja. szejki, surówki i zupy przygotowuję z tego co mam pod ręką. w domu roślinożerców jest tego całkiem sporo. od kilku dni moja zupa baza zawiera marchewkę i jedzenie jej jest prawdziwą rozkoszą dla podniebienia. z dozwolonych do spożycia owoców i warzyw, nie jadłam jeszcze buraków, pietruszki w korzeniu i grejpfruta.
środa, 26 sierpnia 2015
12
dwunasty dzień diety
jem na okrągło. nie czuję głodu, ale pragnienie spożywania. przestałam już chudnąć, a nawet przytyłam. taki sprytny jest mój organizm. broni się przed nadmiernym chudnięciem. zapowiadałam, że skrócę dietę, jak będę chudła zbyt dużo, a tu proszę, już kilogram do przodu. dalej jem arbuza i rodzynki. byłam u kręgarki i boli mnie całe ciało. ledwo wróciłam do domu. a przecież, gdy do niej szłam, bolała mnie tylko ręka.
wtorek, 25 sierpnia 2015
11
jedenasty dzień diety, nie był ciężki.
do zupy bazy (marchew, cebula, papryka) dodałam garść rodzynek. wprowadziłam też surówkę do jadłospisu, co nie tylko urozmaiciło moje menu, ale i rozweseliło.
od dzisiaj Pani I. towarzyszy mi w diecie. ona wyznaczyła sobie odmienny cel - utrata wagi. dla mnie to efekt uboczny niemile widziany.
umówiłam się z rehabilitantką, która zajmie się jutro moim bolącym ramieniem.
ćwiczyłam jogę z kolegami w pracy (wersja przy biurku).
malowanie sypialni w większej części zostało skończone, i choć kolor okazał się nie być taki jaki wybierałam (za mało w nim różu, a niektórzy mówią, że jest identyczny z poprzednim, lecz moim zdaniem się mylą), to co najważniejsze to będę dzisiaj spać we własnym łóżku.
kolejna radość, że w moim domu nie ma karaluchów, a w innych, bajecznie położonych na południu Europy są i walka z nimi do łatwych nie należy (mówią mała rzecz a cieszy, ale to chyba jest niemała).
podpisuję nową umowę z operatorem i kupuję smartfona dla Młodego. jego radość, która mnie cieszy najbardziej.
razem zjadłam: sześć jabłek, pół pomarańczy, 125 g borówek amerykańskich, kilka listków sałaty, trzy pomidory malinowe, dwie gałązki selera naciowego, dwa ogórki gruntowe, trzy ogórki małosolne, sześć długich marchewek, trzy papryki żółte, dwie cebule, i rodzynki. wszystko w postaci: szejku, zupy i surówki.
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
10
dziesiąty dzień diety
jak zwykle rano stanęłam na wadze i stwierdziłam ze smutkiem,
że schudłam.
dla mnie cztery kilogramy to zdecydowanie za dużo,
a do półmetku jeszcze daleko.
zaczynam rozważać poszerzenie diety
o rodzynki i arbuza.
po południu byłam tak senna, że zamiast pójść na jogę
zagrzebałam się w pościeli i zasnęłam.
Szczęśliwy, kto się w ciemnych marzeń zamknął ciszę,
Kto ma sny i o chwilach prześnionych pamięta. Juliusz Słowacki
piątek, 21 sierpnia 2015
7
siódmy dzień diety.
nie jestem specjalnie zmęczona.
ale poza wczorajszym dniem, nie potrafię zapalić się do pisania.
nic mi się nie chce.
to trochę przykre uczucie.
czas jakby przelatywał przez palce.
o pierwszej ratuję się szklaneczką yerby.
rano: szejk z pomidorów malinowych, cukinii, papryki jasnej i czerwonej (dla koloru)
w pracy: 5 marchewek, 5 jabłek, kilka rzodkiewek
i nieodłączna zupa baza.
czwartek, 20 sierpnia 2015
6
mija szósty dzień odkąd jestem na diecie.
chyba zaczynam się przystosowywać.
nie jestem taka otumaniona.
ale dla równowagi – gorzej spałam
obudziłam się przemarznięta
zmarzły mi ramiona i nogi
Jesień idzie.
Jesień idzie, nie ma na to rady!
rano szejk: cytryna, natka pietruszki, ogórek zielony.
w pracy przegryzam koktajlowymi pomidorkami i rzodkiewką
zupę-bazę w dwóch pojemnikach
zamierzam być na tej diecie przez cztery tygodnie,
dokładnie tyle, nie więcej.
jeśli będę chudła zbyt szybko,
to zmodyfikuję jadłospis i dodam słodkie owoce,
albo nawet zarzucę to dziwne głodowanie.
ważne jest, że dziś czuje się w miarę normalnie.
Raz staruszek, spacerując w lesie,
Ujrzał listek przywiędły i blady. I pomyślał:
- Znowu idzie jesień, Jesień idzie, nie ma na to rady!
I podreptał do chaty po dróżce,
I oznajmił, stanąwszy przed chatą, swojej żonie ...
Andrzej Waligórski
tę piosenkę odkryliśmy na nowo na Mazurach.
Młody śpiewał ją nieomal codziennie.
koniecznie posłuchajcie,
bo jest bardzo na czasie.
środa, 19 sierpnia 2015
5
piąty dzień diety
dalej czuję się jakbym chodziła na wolniejszym biegu,
szczególnie mózg (jednostka centralna) pracuje na zwolnionych obrotach
dlatego mało piszę
notuję coś w kajecie
ale niewiele
z kronikarskiego obowiązku
chcę zapamiętać ten czas
pierwszej diety
sen przychodzi łatwiej i jest dużo głębszy
nie budzę się w nocy
śnię
rano: szejk z cukinii, szpinaku, pomarańczy, cytryny
w pracy: dwa pomidory i zupa-baza, którą jem codziennie, (ciekawe jak długo)
w jednej wersji urozmaicona z kalafiorem i brokułami
pięć jabłek
wieczorem: szejk z pomidorów, papryki i cebuli
wysiłku fizycznego zero, za wyjątkiem dwóch piętnastominutowych marszów do biura i do domu.
wyskoczyłam do kina na Nieracjonalnego mężczyznę Allena.
rzeczywiście, tak jak piszą krytycy, nie jest to arcydzieło,
ale chwilami mile do oglądania.
bardzo lubię klimat amerykańskiej uczelni,
rozhisteryzowane rozmowy młodych inteligentów, ulice i wnętrza.
a najbardziej lubię to, że jego filmy są w pewnym sensie do siebie podobne.
dlatego chodzę na wszystkie premiery Woody Allena odkąd
skończyłam szesnaście lat.
wtorek, 18 sierpnia 2015
4
jedyny ruch to spacer po mieście i galerii handlowej.
w ulubionej księgarni: sok z grejpfruta i pomarańczy.
staram się zapomnieć,
że nie znoszę grejpfruta
i nie myśleć,
że pomarańcza nie jest zalecana w tej diecie.
sobota, 15 sierpnia 2015
1
zrobiłam listę swoich dolegliwości i wyszło tego sporo.
nie są to choroby zagrażające życiu, czy wymagające leczenia
chirurgicznego, ale ich nagły przyrost w ostatnich latach dał mi do myślenia.
postanowiłam zareagować drastycznie.
już nie tylko raw till four wakacyjną porą, ale
dieta Ewy Dąbrowskiej przez cztery tygodnie.
dziś jest ten pierwszy dzień.
i niestety święto państwowe i kościelne, zamknięte sklepy,
a ja właśnie wróciłam z wakacji.
jem zatem to co mam,
pozwalając sobie na małe odstępstwo od restrykcyjnych zasad (pomarańcza).
przez cały dzień wypiłam trzy litry szejku warzywnego (pomidor, ogórek, cebula)
i owocowego (jabłka, pomarańcza, natka pietruszki).
oprócz tego tylko woda z cytryną.
medytowałam.
biegałam przez 40 minut, oczywiście w leguanach.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)